Rajdu Sokoła na podpoznańskim poligonie w Biedrusku 17/18.05.2003

Połamane obojczyki, wstrząśnienia mózgu, szwy zakładane na czołach i brodach zawodników, kilkadziesiąt wyeliminowanych motocyklistów już po pierwszej pętli, kilkunastu na mecie pierwszego dnia i tylko 35 na starcie dnia drugiego - to w największym skrócie przebieg Rajdu Sokoła, który na podpoznańskim poligonie w Biedrusku zorganizowało Towarzystwo Sportów Motorowych Sokół w słoneczny weekend 17-18 maja.

Tak trudnego amatorskiego rajdu enduro nie było dawno. Wystarczy powiedzieć, że tradycyjna dla większości rajdów próba crossowa, na Rajdzie Sokoła była próbą country-crossową, prowadzącą po poprzewracanych balach, przez cierniste krzaki, najeżona suchymi i twardymi jak kamień koleinami poczołgowymi.

Ale próba country-cross, to tylko kilka procent długości całej trasy. A ta nie należała to łatwych. Wiodła bowiem częściowo po poligonie, częściowo lasami, w końcu udało się ją tak wytyczyć, że w kilku miejscach przecinała rzeczki, rowy melioracyjne i bagna. Było więc wszystko co na rajdzie enduro być powinno, jeśli dodać do tego kilka długich przelotów, podjazdy na tradycyjnej "rakietówce", bardzo głębokie, długie i pozbawione wody czołgowiska oraz mnóstwo kurzu.

Na starcie stanęło w sobotę 17 maja prawie 100 zawodników z całego kraju. Podczas porannej odprawy organizatorzy uprzedzali, że trasa jest trudna, techniczna, że na drodze leży sporo kamieni ukrytych w trawie, że czasami trzeba jechać jak trialowiec między drzewami, a nie motocrossowiec na wyjeżdżonym torze. Ale uczestnicy rajdu byli tak spragnieni jazdy, że nie oszczędzali ani siebie, ani motocykli. Starzy wyjadacze przejechali trasę, choć wielu z nich z niedowierzaniem kręciło głowami w odpowiedzi, jaka była skala trudności trasy. Inni stękali z bólu, ale twarze śmiały się z zadowolenia, że jednak udało się pokonać zmęczenie i dojechać do mety. Tylko nieliczni narzekali, że droga była nieprzejezdna i przesadzona. Niestety, nie wszyscy mieli szczęście. W sumie spośród prawie 100 uczestników, pierwszego dnia rajdu, w sobotę 17 maja, tylko 47 ukończyło pierwsze okrążenie. Co więcej - tylko 19 zawodników ukończyło pierwszy dzień rajdu!

- Trasa została wyznaczona w taki sposób, że można było ją przejechać, to nie ulega wątpliwości - powiedział Andrzej Mieloch z TSM Sokół Poznań. - Przejeżdżali ją wcześniej kilkukrotnie amatorzy, przejechali także ludzie na czterokółkach.

Tylko w sobotę naliczono trzy złamane obojczyki i jedno wstrząśnienie mózgu. Jeden z motocyklistów rozciął czoło na wysokości łuku brwiowego i skończyło się trzynastoma szwami. Inny endurowiec przeleciał przez nasyp kolejowy, opuścił motocykl, z całym impetem kaskiem uderzył w szynę kolejową, a następnie brodą w śrubę mocującą szyny. Efekt - rozpołowiona broda i 27 szwów. Poza tym sporo zawodników miało mniej groźne, ale bolesne upadki. Wielu wycofywało się z rajdu z powodów kondycyjnych, innym odmówiły posłuszeństwa motocykle, jeszcze inni zatapiali swoje maszyny na bagnach. Patrole z TSM Sokół Poznań zamykające trasę zbierały zgubionych motocyklistów aż do godziny 20.00, chociaż pierwsi zawodnicy przyjeżdżali na metę już o 16.30. Drugiego dnia do zawodów wystartowało 35 osób. Dojechali wszyscy, to jeszcze obyło się bez poważniejszych wypadków.

Firma Zubix, obsługująca większość imprez motocyklowych w kraju, badała na Rajdzie Sokoła czasy przejazdów. Czas okrążenia jednego kółka ustalono na 95 minut. W klasyfikacji generalnej po dwóch dniach zawodów zwyciężył Przemysław Jarecki, przed Łukaszem Krzywdą i Wojciechem Sławińskim (wszyscy na KTMach). Zwycięzcy w swoich klasach (było ich siedem) otrzymali puchary i nagrody rzeczowe. Swoje nagrody dla najlepszych zawodników ścigających się na motocyklach marki KTM wręczyła firma TW Consulting, importer tej marki. Nagrodę fair play za wspaniałe zachowanie na trasie - udzielanie pomocy innym zawodnikom - otrzymał debiutujący w enduro, ale świetnie zapowiadający się Michał Godawa na Kawasaki. W nocy z soboty na niedzielę TSM Sokół zorganizował imprezę z kapelą rockową, darmowymi kiełbaskami i piwem.

- Cieszymy się, że mogliśmy zrobić rajd enduro, w którym nie były najważniejsze pieniądze. Udało nam się pozyskać kilku sponsorów, zebrać pieniądze od członków Sokoła i zrobić profesjonalny rajd za symboliczne 50 zł od osoby. To naprawdę cieszy, gdy widzi się radość innych osób z trasy, z zabawy, z jazdy - powiedział Mariusz Natkaniec, prezes TSM Sokół Poznań.

Bez wątpienia rajdowi uroku dodawały niepowtarzalne smaczki: zawodnik, który z numerem 1 startował na swoim niesamowitym Ogarze 205 w klasie Młodzik, niespełna ośmioletni brzdąc, który na KTMie 65 zasuwał stojąc na podnóżkach przed swoim ojcem, zakopana po kanapę XT w rzeczce, przez kilka godzin wyciągana z bagna za pomocą łopat, uśmiane i pokąsane przez komary i meszki twarze zawodników na bagnach... Nawet osoby "uszkodzone" podczas rajdu wypowiadały się na jego temat pozytywnie. Złamanie się zrośnie, a wspomnienia zostaną na zawsze...

- Trzeba pogratulować organizatorom świetnego rajdu. Nie widziałem jak do tej pory tak dobrze zorganizowanej imprezy enduro. Mam na myśli zarówno sam rajd, czyli trasę, jej oznakowanie, poziom trudności, zaplecze organizacyjne, jak i stronę artystyczną. Momentami na trasie było naprawdę trudno, ale nie było takiego miejsca, którego nie dało się przejechać - i o to chodzi - powiedział Jarek Majchrzak, który na Yamasze stratował w klasie powyżej 125.

Dominik Szymański
Sekretarz TSM Sokół Poznań

Zapraszamy do wymiany opinii

Zdjęcia i informacje oraz wyniki na stronach Towarzystwa Sportów Motorowych Sokół w Poznaniu

Klub Sokół Poznań -strona rajdu