Zapis rozmowy z Jarosławem Kurowskim, mechanikiem polskiej drużyny World Trophy na 78 ISDE w Brazylii.

lululemon sale lululemon canada lululemon outlet lululemon sale lululemon outlet

Od kilku lat pomagasz polskiej drużynie narodowej na Sześciodniówkach. Który to twój wyjazd na SixDay w roli serwisanta, organizatora i logistycznego wsparcia?
To był mój czwarty wyjazd. Byłem z drużyną w Grenadzie, Francji, Czechach i Brazylii.
Jakie obowiązki przejmowałeś na siebie w kwestii przygotowań do wyjazdu drużyny?
Począwszy od przygotowania potrzebnych materiałów, zapewnienia specjalistycznych narzędzi oraz tych cięższych, typowo warsztatowych po załadowania tego wszystkiego do kontenera.
Od Brazylii dzielą nas tysiące km. To dodatkowe trudności organizacyjne. Co najbardziej dało się we znaki przed wyjazdem?
Odległość nie stworzyła dodatkowych trudności. PZM przygotował stronę transportu bez zarzutu. Szczególne słowa uznania należą się panią Ewie Daniłowicz i Oli Knyszewskiej, za zabezpieczenie spraw odprawy celnej, korespondencji z organizatorami i spedytorami.
Na zawodach jesteś obecny na punkcie serwisowym, starcie i tam gdzie to niezbędne by pomagać zawodnikom. Jakie obowiązki ciążyły na Tobie w Brazylii?
Obsługiwałem start, PKC i metę. Podjąłem się też aprowizacji zawodników. 12-cie godzin pomiędzy posiłkami to za duża przerwa dla zmęczonych wielogodzinną jazdą.
Odpowiadałeś za tankowanie motocykli przed odstawieniem ich do parku maszyn po pierwszym dniu. Drugiego dnia z braku paliwa stanął Bartek Obłucki, skończyło się jego dyskwalifikacją. Czy mógłbyś nam o tym opowiedzieć?
Po przyjeździe na metę, a przed oddaniem motocykla do parku maszyn, zawodnik ma 15-cie minut. W tym czasie musi zadbać o dokonanie niezbędnych napraw, zmianę ogumienia itd. Wyjątkiem jest tankowanie i wymiana oleju, które dokonuje obsługa. W praktyce wszystko jest idealne gdy zawodnik nie ma poważniejszych problemów z motocyklem. Jeśli występują poważniejsze trudności techniczne rolą obsługi, mechanika jest wsparcie swoją wiedzą zawodnika w usunięciu usterki. Gdy przeciąga się naprawa, część czynności zostaje do wykonania na drugi dzień przed startem, kiedy zawodnik ma 10min. Doświadczony zawodnik zawsze sprawdza dokonane czynności przy motocyklu. Ideałem była by sytuacja, gdy każdy zawodnik ma swego mechanika. W Brazylii nie było to możliwe ze względu na koszty. Na mecie siedmiu zawodników miało do pomocy jedną osobę.
W Czechach widziałem Cię osobiście w akcji. Pomagało kilka osób towarzyszących ekipie, jak to wyglądało w Brazylii?
Pomoc była dużo skromniejsza. W tym miejscu muszę podziękować panu Sławkowi Świderskiemu, który swój wyjazd do Brazylii poświęcił dla ekipy.
Jak oceniasz stronę organizacyjną tegorocznej Sześciodniówki?
W Brazylii paliwo dostępne na rynku ma liczbę oktanową 81-82. Organizator zapewniał paliwo o liczbie oktanowej 95. Niestety dostarczono je z racji odległości 4000km dopiero w sobotę o godz. 16.30. Zabrakło nam czasu potrzebnego na zestrojenie gaźników w motocyklach i sprawdzenie ich przed zawodami. O tym jakie problemy czekają nas z paliwem dowiedziałem się po wysłaniu kontenera ze sprzętem od Łukasza Świderka, który był na GP w Brazylii.
Który dzień najbardziej dał się w znaki. Jaki problemy mieli zawodnicy?
Pierwszy dzień był najbardziej stresujący. 10-cio minutowe spóźnienie i problem z pracą silnika w TM miał Bartek Obłucki. Podobne problemy z motocyklem miał Łukasz Kurowski i Marek Swiderski w KTM. Motocykle zawodników wymagały dostrojenia. Po za tym nie mieliśmy problemów z motocyklami.
Jakie plany na przyszły rok?
Marzy mi się obejrzenie Sześciodniówki jako kibic naszej drużyny narodowej.

Chciałbym na koniec rozmowy podziękować panu Andrzejowi Martynkinowi, którego humor i pogoda ducha były bardzo pomocne podczas tegorocznej Sześciodniówki.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów zawodowych w sezonie 2004

Dla enduro.pl z Jarosławem Kurowskim rozmawiał Grzegorz Wesołowski